Moje małe prywatne Halloween, czyli magiczne przemyślenia z okazji 22. urodzin…

Stało się. Każdego to dopada – co roku dopada nas dzień, w którym uświadamiamy sobie, że się starzejemy. Tak, Moi Drodzy – Koneserka skończyła dziś 22 lata.

Kiedyś czekałam z wypiekami na ten dzień. Nie tylko z powodu prezentów, ale i z perspektywy nadchodzącego urodzinowego przyjęcia. Od wielu lat nie organizuję urodzin. Nie wiem czemu. Chyba to kwestia dorastania… Dziwne tłumaczenie, ale tylko to mi przychodzi do głowy. Odkąd skończyłam 18 lat, jakoś mam w głowie myśl, że z każdym następnym rokiem jestem bliższa dorosłości… Tymczasem ja jeszcze czasem czuję się jak Piotruś Pan, który obiecał sobie, że nie dorośnie nigdy…

Wyjątkowy dzień…
Mimo wszystko od zawsze uważałam datę moich urodzin za wyjątkową. 31 października – toć to Halloween! Mimo, że święto nie należy do naszej tradycji kulturowej (przecież mamy nasze Andrzejki!) i omijam zawsze szerokim łukiem przebrane dzieci chodzące po osiedlach, to patrząc na kulturę amerykańską zazdrościłam im ich Dnia Straszenia. Nawet nie chodzi o samo straszenie ludzi, ale o atmosferę i klimat. Moja siostra ma okazję teraz doświadczać tej całej gorączki przy przygotowaniu strojów i przyjęć Halloweenowych (pozdrawiam Cię, Agnieszko!).
Także co roku obchodzę sobie swoje małe Halloween. Bez przebrań. Bez przyjęć. Za to z cukierkami, straszeniem (zwłaszcza, gdy patrzę na siebie w lustrze z rana) i małymi psikusami, które robią mi sprzęty domowe (np. lodówka, na którą się wiecznie nadziewam lub klamka, o którą zahaczam sweter). Moja rodzina jak co roku sprawia, że Dzień Mojego Straszenia (lub Starzenia) jest trochę mniej upierdliwy i staje się przyjemny. Domowe smakołyki, granie w gry i wspólne oglądanie filmów zawsze poprawia humor. Dopełnienie stanowi nastrojowa kolacja – zwłaszcza, gdy jesteśmy wszyscy razem. Cała czwórka.

Krótka historia moich narodzin…
Spokojnie, nie uraczę Was tutaj zdjęciami niemowlaka. Nic z tych rzeczy. Historia moich narodzin jednak należy do rodzinnych anegdotek i opowiadam ją zawsze, gdy znajomi pytają mnie o datę urodzin. Każda ciężarna kobieta pewnego dnia dowiaduje się o planowanym terminie porodu. Moja mama nie była zachwycona, gdy usłyszała potencjalną datę urodzin swojego nienarodzonego jeszcze dziecka. 1 listopada. Bardzo niefortunny dzień, prawda? Dlatego zawzięła się i zrobiła wszystko, bym nie musiała obchodzić tylko imienin. I tak oto w ten sposób Joanna urodziła się 31 października o godzinie 23:17. To się nazywa dobre wyczucie czasu. :3
TA miła strona urodzin…
Nie ukrywajmy – niemal wszyscy lubimy dostawać prezenty (oczywiście, zdarzają się wyjątki). W tym roku moi najbliżsi mnie dopieścili i obdarowali mnie wyjątkowymi podarunkami. Obudzili we mnie jednocześnie dorosłą kobietę, jak i małą dziewczynkę. O co chodzi?
Posłuchajcie…
Coś dla ciała…
Rodzina potraktowała mnie jak dorosłą kobietę, która zawsze musi dobrze wyglądać. Dzięki rodzicom zaliczyłam swoją pierwszą wizytę u kosmetyczki i przez 2 godziny moja twarz była rozpieszczana w Elixir Day Spa. Polecam każdej dziewczynie czy kobiecie choć raz doświadczyć takiego błogiego stanu, gdy wiesz, że nie musisz się nigdzie spieszyć i to ktoś się Tobą zajmuje. Negatywne myśli znikają… Właściwie to wszystkie myśli uciekają gdzieś daleko. Jesteś tylko Ty i Twoje ciało.
Siostra natomiast doskonale wie, że każda dama powinna mieć swój elegancki dodatek. Wybrała dla mnie wspaniały szaro-czarny portfel. Dostanę go dopiero, gdy wróci ze Stejtsów, jednak już wiem, że będę nim zachwycona.
Coś dla ducha…
Rodzice przygotowali dla mnie drugą część prezentu. Kupili mi książkę „Piąta Aleja, piąta rano” Sama Wasson’a o pracy nad filmem „Śniadanie u Tiffany’ego” z moją ukochaną Audrey Hepburn (usłyszycie jeszcze o niej na tym blogu). Obowiązkowo piękna dedykacja w środku nadała osobistego charakteru tego egzemplarza.
Teraz spróbujcie się wczuć w klimat. Od zawsze jestem ogromną fanką Harry’ego Potter’a. Nie wstydzę się tego, bo dzięki J.K. Rowling zawdzięczam moje obecne zamiłowanie do wszystkiego, co magiczne. No i dzięki jej książkom nauczyłam się czytać. Gdy zbliżały się moje 11 urodziny, z wypiekami na twarzy czekałam, aż dostanę swój list z Hogwartu. (Mama twierdzi, że kiedyś dostałam, jednak tego zupełnie nie pamiętam. A na pewno bym zapamiętała!) Niestety, sowa nie przyleciała. Czyżbym była Mugolem? Odrzuciłam tę myśl i stwierdziłam, że mój list na pewno się gdzieś zapodział i kiedyś w końcu przyjdzie. I przyszedł. Po 11 latach spóźnienia. [Harry’emu i pokazaniu Wam dokładnie prezentów od moich cudownych współlokatorów poświęcę oddzielny wpis. Ukaże się najprawdopodobniej jutro lub w niedzielę.]

Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, mając tak cudownych bliskich. Sprawili, że poczułam się dopieszczona, wzruszona, a także po prostu kochana.
Dziękuję Wam z całego serca za to, co zrobiliście i robicie dla mnie na co dzień!

 

 ___________________________________________________________________
__________________________________________________________________________
Chciałabym skorzystać z okazji i pozdrowić moją ciocię…, czyli specjalne podziękowania ślę do:

| Rodziców | Agnieszki i Karola | Przemka | Sary | Zofii |
| Mojej chrzestnej | Moniki i Natalki | Pauliny |
 
 
  • Jeszcze raz wszystkiego najlepszego Kochana i czekam na wpis z fotkami tematycznego prezentu urodzinowego 😀