Project Life: dwa lata i osiem albumów później…

Dokumentowanie codzienności stanowi bardzo ważną część mojego życia. Nie wyobrażam sobie, by nie zrobić zdjęcia ładnej rzeczy lub z bliską osobą. Od dawna także ważne jest dla mnie to, aby nie trzymać fotografii tylko na dysku, ale mieć je też w formie fizycznej. Jak prowadzę swój album Project Life? Zaraz Wam to opowiem…

Odkąd po raz pierwszy spotkałam się z Project Life minęły prawie dwa lata, a w moim pudełku z pamiątkami przybyło 8 albumów. Jedne są ładniejsze i bardziej spójne, inne mniej. 3 z nich są mini-albumami, w których zawarte zostały zdjęcia z danego wyjazdu lub okazji. Uwielbiam wracać do nich co jakiś czas. Przyjemność sprawia mi nie tylko czytanie i przypominanie sobie opisanych sytuacji, ale także obserwowanie moich postępów związanych z fotografią. Rozczulają mnie zdjęcia niedoskonałe, ale ukazujące emocje danej chwili.

Tu literówka, tu przekreślenie… Czasem patrząc na zdjęcia z Instagrama, gdzie dziewczyny pokazują swoje pięknie i schludne strony, które zawsze ze sobą świetnie współgrają, to mam wrażenie, że jeszcze daleka droga przede mną. Potem jednak sobie przypominam, że najważniejsze i tak są zdjęcia i opisy, a nie same karty i ozdobniki. One mają podkreślać istotę albumu. Wtedy wracam do opisywania danego zdjęcia, korektoruję słowo, którego wcale nie chciałam napisać i po prostu się relaksuję.

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi doświadczeniami, o które jestem bogatsza po tych dwóch latach. Postaram się odpowiedzieć na pytania, które zadawałam sobie na samym początku – zanim złożyłam swoje pierwsze zamówienie z materiałami.

O moich początkach z dokumentowaniem codzienności w formie „koszulkowej” możecie przeczytać tutaj:

Jak wygląda u mnie obecnie prowadzenie Project Life?

 

Uporządkowane zdjęcia to podstawa…

Robię przede wszystkim bardzo dużo zdjęć. Chciałbym zawsze mieć pod ręką moją lustrzankę, jednak nie jest to możliwe, więc pomagam sobie też telefonem. Lubię fotografować detale, gdzie mocno podkreślona jest głębia ostrości. Wiem dokładnie jakie zdjęcia mi się podobają, dlatego czasem mam problem, gdy sama nie mogę czegoś uwiecznić i muszę o to poprosić drugą osobę. Nie zawsze wychodzą tak, jak chciałam, ale i tak lądują w moim albumie. Bo lepsze jest niedoskonałe zdjęcie, niż jego brak.

Od dłuższego czasu dbam o to, by zdjęcia były od razu zgrywane do odpowiedniego folderu na dysku komputera. W miarę możliwości je kategoryzuję, np. „wyjazd do warszawy 1-3.04.17”. Gdy przychodzi czas, np. koniec miesiąca, przygotowuję folder, gdzie kopiuję zdjęcia do wywołania. Staram się od razu zmienić ich nazwy na konkretne daty, a następnie przesyłam do laboratorium w formie zamówienia.

Kiedyś wywoływałam zdjęcia natychmiastowe w Rosmmanie, bym mogła na bieżąco uzupełniać mój album. To rozwiązanie jest dobre, gdy zapomnieliśmy wywołać kilka zdjęć, które chcielibyśmy mieć od razu. Przy większej ilości jest jednak nieopłacalne. Koszt jednej fotografii to ok. 1 zł. Z tego powodu wróciłam do zamawiania zdjęć w Empik Foto, gdzie koszt jednej sztuki w formacie 10×15 to 0,39 zł (im więcej zdjęć, tym mniejsza cena jednostkowa). Zazwyczaj czekam ok. 4 dni roboczych i w końcu mam w rękach swoją kopertę z odbitkami bardzo dobrej jakości.

Teraz wystarczy posegregować zdjęcia, podpisać z tyłu (głównie spisuję daty wykonania na podstawie nazw z folderu, o którym pisałam wcześniej) i umieścić je w albumie.

Jak oszczędzam na materiałach do Project Life?

W ciągu dwóch lat wypracowałam sobie kilka sposobów na zaoszczędzenie. Oprócz wspomnianego wcześniej hurtowego zamawiania zdjęć raz na jakiś czas (moje zamówienie rzadko przekracza kwotę 25 zł), dużo rzadziej zamawiam „przydasie” typowe dla Project Life w sklepach internetowych. W swoim warsztacie zgromadziłam sporo ozdobnych papierów, bloków kreatywnych, naklejek i innych rzeczy, których można użyć w albumie. Wiele rzeczy kupiłam w marketach, np. Biedronce, Lidlu czy Kiku za niewielkie pieniądze. Obecnie dokupuję tylko niezbędne artykuły i staram się zużywać to, co mam zgromadzone.

W internecie można znaleźć wiele darmowych materiałów do druku – nie tylko karty, ale także obrazki, które możemy wyciąć i przykleić. Ja najczęściej korzystam z „freebiesów” od worqshop, bekografia, my pink plum oraz przeszukuję internet w poszukiwaniu darmowych akwarelowych elementów do tworzenia grafik. Dzięki tym ostatnim zaprojektowałam ostatnio karty do mojego albumu i wydrukowałam je. Prezentują się wspaniale i wpasowują się w styl, który chcę utrzymywać.

Czego najczęściej używam?

Nie wyobrażam sobie robienia mojego albumu bez dziurkaczy. Uzbierałam już ich trochę i mam w czym wybierać: kokardki, serduszka, śnieżynki… Ostatnio jednak najchętniej sięgam po moje prezenty gwiazdkowe: dziurkacz zaokrąglający rogi oraz dziurkacz punktowy. Pierwszy wypróbowałam przy robieniu Grudniownika i zdjęcia prezentowały się świetnie. Drugi jest niezawodny, gdy muszę zrobić pojedyncze dziurki lub o niestandardowym rozstawie. Na pewno przyda mi się też, gdy będę przygotowywać kolejny album od początku do końca.

Od dłuższego czasu używam datownika – pieczątka z datą wygląda bardziej estetycznie i nie zlewa się z tekstem. Tusz starcza na bardzo długo. Swój kupiłam kilka miesięcy temu i działa bez zarzutu.

Nie wyobrażam sobie też albumu bez taśm ozdobnych. Większość trzymam w dużej puszcze, a wzory świąteczne umieściłam w oddzielnym pokrowcu. Dzięki temu nie mieszają mi się, a gdy przychodzi czas na Grudniownik, to biorę tylko to, co jest mi niezbędne.

Na urodziny dostałam od rodzinki trymer do papieru i jestem nim zachwycona. Wszystko jest proste, a praca idzie bardzo sprawnie. Zaletą jest na pewno to, że mogę pociąć kilka kartek na raz – sprawdza się w sytuacjach, gdy przygotowuję zwykłe białe karty do albumu.

 Jaki format albumu najczęściej wybieram?

Pierwszy album, który kupiłam, był w formacie 6×8. Nie był ani za duży, ani za mały. Przekonywała mnie zwłaszcza jego poręczność. Po jakimś czasie stworzyłam własną wersję tego albumu za niewielkie pieniądze, dzięki czemu ponownie zaoszczędziłam.

W tym roku od Szarookiego dostałam album w formacie 30×30 oraz zestaw przydasiów. Byłam bardzo podekscytowana większą ilością miejsca, jednak z czasem zaczęłam dostrzegać minusy. Album był nieporęczny, a w pewnym momencie stał się bardzo ciężki. W moim przypadku nie wystarczył na aż tak długo, jak się tego spodziewałam. Objęty w nim okres to maj – listopad (choć pewnie grudzień też spokojnie by się tam jeszcze zmieścił). Może w przyszłości ponownie zdecyduję się na ten format. Tymczasem jednak wracam do mniejszych albumów.

W moim pudle znajdziemy także albumy o niestandardowych rozmiarach. Są to najczęściej Grudniowniki i albumy z wyjazdów, które robiłam własnoręcznie. Od okładki do efektu końcowego. Nie zajmują dużo miejsca i są bardzo fajną pamiątką.

Jak będzie wyglądał mój album w 2018 roku?

W myśl zasady: „W 2018 roku oszczędzamy, bo są inne ważniejsze wydatki”, minimalizuję koszty związane z moimi robótkami DIY i Project Life. Mój nowy album zrobiłam ze zwykłego dziecięcego segregatora (zdjęcie przed i po znajdziecie tutaj) – obłożyłam go papierem ozdobnym, dodałam narożniki i kilka ozdóbek. Efekt jest bardzo przyjemny. Jeżeli chcecie ułatwić sobie zadanie, kupcie ładny mały segregator (sama jakiś czas temu znalazłam cudowny srebrny i wiem, że będzie następny w kolejce). Wtedy nie będziecie musieli się „bawić” w oklejanie go. Ważne jest jednak to, że ten sposób sprawdzi się w przypadku koszulek od Family Portraits – mają one inny rozstaw dziurek, niż te tych od Becky Higgins czy Echo Park.

Nadal chcę stawiać na jasne kolory – zarówno kart, jak i samych zdjęć. Ważne jest dla mnie dokumentowanie nawet pozornie nieistotnych chwil i chcę, by znalazły swoje miejsce w albumie.

 

A Wy jakie macie sposoby na dokumentowanie codzienności? Prowadzicie swoje albumy? Podzielcie się w komentarzach linkami lub zdjęciami swoich dzieł – z chęcią je zobaczę. Może coś mnie zainspiruje 🙂