Postanowienia noworoczne kontra rzeczywistość

Co roku robimy to samo. Nowe postanowienia spisujemy w notatnikach z obietnicą, że tym razem ich dotrzymamy. Ale czy je naprawdę realizujemy? Zaraz sama się o tym przekonam…

 

Skąd u nas się bierze potrzeba wymyślania postanowień na kolejny rok? Najciekawsze jest to, że nie uczymy się na błędach i wciąż na naszych listach lądują te same punkty: „Schudnę”, „Będę bardziej aktywna”, „Ogarnę się finansowo”, „Rzucę palenie”… Pierwsze dwa tygodnie skrupulatnie wywiązujemy się z zobowiązań, aż przychodzi ten moment. „Czarna dziura”, przez którą nagle zrywamy z obranym kierunkiem i po prostu o nim zapominamy. Listę rzucamy gdzieś w kąt i wracamy do swojego dotychczasowego życia. Sukcesem jest, gdy w ogóle sobie o niej przypomnimy pod koniec roku 😉

Znasz ten scenariusz czy jesteś raczej typem, który skrupulatnie odhacza kolejne postanowienia? Jestem po trochu każdą z tych osób. Na początku 2017 roku usiadłam z moim notesem z Gryffindorem przy kuchennym stole i zaczęłam pisać. Kolejny punkt i kolejny… W końcu dumna spojrzałam na listę 22 postanowień i byłam gotowa na zbliżające się miesiące.

Podsumowanie 2016 roku znajdziecie tutaj.

O postanowieniach przypomniałam sobie kilka dni przed Sylwestrem, gdy blogosferę zalała fala postów o planach na 2018 rok. Zapaliła mi się lampka w głowie i zaczęłam szukać mojego potterowskiego zeszytu. W końcu gdy miałam go w rękach, przewertowałam strony w poszukiwaniu „magicznej” listy. I oto jest! Chwyciłam ołówek w rękę z myślą o odhaczaniu kolejnych punktów...

 

Czy było co odhaczać?

Przez chwilę poczułam lekką niepewność. „A co jeśli znowu zawaliłam rok?”, pomyślałam. W końcu jednak przejrzałam moje postanowienia i stwierdziłam, że jest całkiem nieźle. Na 22 punkty zrealizowałam połowę. To więcej, niż w latach poprzednich 😉 Dlaczego jednak tak się stało? Co było takiego wyjątkowego w zrealizowanych postanowieniach, czego zabrakło w pozostałych?

Nowy Rok sprzyja rozmyślaniom, więc zaczęłam analizować każdy punkt z osobna. Próbowałam sobie przypomnieć, co czułam, gdy zapisywałam.

22 punkty później miałam już gotowe wnioski. Przede wszystkim kilka postanowień nie mogło zostać zrealizowanych z przyczyn niezależnych ode mnie, np. „Oddam w końcu krew”. Bardzo mi tego brakuję jako krwiodawcy, ale jednocześnie wiem, że po protu nie mogłam sobie na to pozwolić ze względów zdrowotnych. Część planów nie została spełniona w 100% i niewiele mi brakowało do osiągnięcia sukcesu. Głównie dotyczyło to czytania czy szycia ubrań.

Jeśli  chodzi o postanowienia, które po prost zawaliłam, to przede wszystkim mam wrażenie, że od początku nie byłam do nich przekonana lub motywacja była niewłaściwa. Niech podniesie rękę ta osoba, która na swojej liście nie miała schudnięcia/lepszego odżywiania/większej aktywności fizycznej? No właśnie… Wpadłam w machinę napędzaną przez media – bezustanne dążenie do bycia „perfekcyjną”. Pomysł zadbania o siebie zły nie jest, ale znowu – niewłaściwa motywacja.

Diagnoza postawiona. I co z tego wynika?

Siedzę ze swoim planerem w ręku i spisuję nowe postanowienia. „Znowu?!”, zapytacie. Moja analiza nie miałaby sensu, gdybym nie wyciągnęła z niej wniosków i nie próbowała wprowadzić zmian. Możliwe że w przyszłości całkowicie zrezygnuję z robienia tych list. Jak to powiedział Szarooki: „Moim postanowieniem noworocznym jest nie mieć postanowień noworocznych”.

Ja natomiast moje plany spisałam w oparciu o kilka prostych zasad:
  1. Postanowienia mają być możliwe do zrealizowania od samego początku – jeżeli wiem, że nie będę ćwiczyć 5 razy w tygodniu już na starcie, to nic mnie nie przekona, bym to zmieniała.
  2. Postanowienia rozpisuję podając konkretny czas ich spełnienia – będzie łatwiej zaplanować ich realizację, np. do wakacji kupię nowy aparat, w styczniu pozałatwiam dokumenty, itp.
  3. Będę kierować się właściwą motywacją – wiem, że muszę teraz szczególnie zadbać o moje zdrowie, a będzie tu niezbędna regularna aktywność fizyczna. Moim celem więc nie będzie schudnięcie 5/10/15 kg, ale poprawienie kondycji stawów (a co za tym idzie – poprawienie komfortu mojego życia).
  4. Przede wszystkim jednak będę traktować postanowienia nie jako nakaz, a jako wskazówkę.

 

Dziękuję Wam za kolejny rok razem i życzę Wam, aby 2018 był kosmiczny! A jak tam Wasze postanowienia – spisane czy daliście sobie spokój? Dajcie znać w komentarzach.