„Nie lubię Warszawy…”. Ile razy to słyszałeś?

Ach, ta Warszawa! Ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ile razy to słyszałam słowa: „Nie lubię Warszawy”. Ba! Ile razy sama tak mówiłam. Ale czy to miasto naprawdę jest takie złe?

Nie mieszkam na co dzień w Warszawie i obecnie nie chciałabym się wyprowadzać z mojego ulubionego Białegostoku. Nie wynika to jednak z mojej niechęci do stolicy. Przynajmniej już nie. Bo nie zawsze tak było. Zanim rozpoczęłam swoje studia socjologiczne na Podlasiu, startowałam na fotografię prasową na UW. Nie dostałam się, co bardzo mocno przeżyłam. Potem gdy przyjeżdżałam do Warszawy, czułam się obrażona na to miasto. Dostrzegałam jego brzydotę i nie czułam się w nim dobrze.

„Nie chciałaś mnie tu, to teraz nie będę Cię lubić”.

Ale przyjeżdżałam tam nadal. Głównym powodem była moja siostra, która w Warszawie mieszka na co dzień i czuje się tak jak ryba w wodzie. Zaczęłam odwiedzać dzięki niej nowe miejsca, a moja wiedza powiększała się o nowe nazwy parków, ulic i okolic wartych zapamiętania. Wciąż jednak po przyjeździe musiało paść moje standardowe narzekanie: „Jak tu śmierdzi”, „Jak tu drogo”.

Z czasem jednak moje nastawienie zaczęło się zmieniać. Zaczęłam dostrzegać uroki tego miasta, jego KOLORY i DŹWIĘKI. Przekonałam się, że Warszawa to nie tylko hałas i beton, ale także duża ilość parków, nastrojowych miejsc pełnych muzyki i tańca, a także oaz spokoju, gdzie można się wyciszyć. Przyjeżdżam tam regularnie od kilku lat i za każdym razem poznaję ją na nowo. Dostrzegam więcej i bardzo mi się to podoba.

Ostatnie kilka dni znów spędziłam w Warszawie. Tym razem z całą rodziną. Wielokrotnie powtarzam, że to ludzie tworzą atmosferę, a nie samo miejsce. MoŻe mieć klimat z powodu swojego wyglądu, jednak bez czynnika ludzkiego pozostaje tylko budowlą lub kawałkiem placu. I tak na przykład, pierwszego dnia wracając z całodniowego spaceru, dotarliśmy na Plac Żelaznej Bramy. Było ciemno, a światło rzucały tylko oddalone latarnie. Skwer jednak tętnił życiem. I pasją. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć lekcję tanga na żywo. Młode kobiety ubrane w kwieciste sukienki i buty na obcasach, zachęcały ludzi do tańca. Usiedliśmy na ławce i z przyjemnością obserwowaliśmy ruchy ludzi POCHŁONIĘTYCH CHWILĄ.

Kolejny przykład braku krępacji i cieszenia się chwilą, mogę obserwować za każdym razem w PARKACH. Ludzie ćwiczący jogę, czytający książki na kocykach pośród drzew, grający w gry. Nawet ja dałam się ponieś chwili, przestałam zwracać uwagę na ludzi dookoła i nagrałam dla Was pocztówkę z Warszawy (zobacz >TUTAJ<). Musicie wiedzieć, że nagrywanie czegoś w miejscach publicznych jeszcze mnie krępuje, ale z czasem wyrobię w sobie tę pewność siebie i będę po prostu robić swoje.

W każdym mieście szukam SZCZEGÓŁÓW. Jednym z moich ulubionych „trendów”, które można zaobserwować w przestrzeni miejskich, to murale. Kawałek sztuki wpisany pomiędzy kamienice a wieżowce – coś pięknego. Lubię się przed nimi zatrzymać, zastanowić się, jakie mają znaczenie (bez czytania interpretacji autora). Czuję się szczęśliwa, gdy patrzę na pracę artystów, które rozświetlają czasami zbyt szary krajobraz miasta – nie tylko Warszawy. Jeśli macie swój ulubiony mural w stolicy, dajcie znać w komentarzach – chętnie go obejrzę przy następnej wizycie.

Warszawa kojarzy mi się zawsze z WYDARZENIAMI, do których nie mam dostępu w Białymstoku. W piątek wybraliśmy się do Multimedialnego Parku Fontann na wyjątkowy koncert. Widziałam już coś podobnego we Wrocławiu, jednak było to parę lat temu i zdawałam sobie sprawę, że technologia w tej kwestii na pewno poszła do przodu. Na dodatek w upalne dni bliskość wody jest jak najbardziej pożądana. 21:30 się zaczęło. Zabrzmiała muzyka, fontanny wystrzeliły chłodnym przezroczystym płynem, ochlapując widzów siedzących najbliżej. Takie widowisko ma w sobie zawsze coś magicznego, a z tego, co się dowiedziałam – co roku przygotowywana jest nowa historia. Koniecznie wybierzcie się na jedno z przedstawień, a poczujecie się jak w filmie.

Uważam jednak, że miasto poznasz najlepiej NOCĄ. Zwłaszcza teraz w wakacje można zobaczyć prawdziwe oblicze Warszawy. Staje się magiczna i bardzo klimatyczna. Iluzjoniści, grajkowie, pokazy tańca i fire show. Ruchliwe ulice przemieniają się w zapełnione ludźmi deptaki i nawet osoba mieszkająca na stałe w Warszawie, może poczuć się jak w innym świecie. Wracając z pokazu fontann, natknęliśmy się na fire show. Same z siostrą kiedyś byłyśmy zaangażowane w dawanie takich kameralnych pokazów i widziałyśmy sporo, jednak jedna z tancerek udowodniła nam, że nigdy nie będzie tak, że zobaczysz już wszystko. Pierwszy raz widziałam podpalane hula-hop, a dziewczyna, która występowała, wprost zachwycała. No i sam klimat starówki, która pomimo później godziny tętniła życiem.

Także moje podejście się zmieniło. „Nie lubię Warszawy” już się nie pojawia w moich ustach, bo można nie lubić aspektów, a nie samego miejsca. Doceniłam miasto, które budzi tak mieszane uczucia wielu ludzi. Oczywiście, ma swoje wady – jak każde inne miejsce na ziemi. Na dodatek Warszawa to wcale nie jest pędzące miasto, w którym człowiek szukający spokoju nie będzie mógł się odnaleźć. Przekonałam się już, że to my wyznaczamy własne tempo i decydujemy, czy będziemy szczęśliwi w miejscu, w którym mieszkamy.

 

A Wy lubicie Warszawę, czy raczej jej unikacie? Jakie macie skojarzenia z tym miastem? Dajcie znać w komentarzach.

 

  • Ja mówiłam „nie składam CV do Warszawy”. A jak w końcu złożyłam, to przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Mijają mi dwa lata mieszkania tutaj. Przyznaję, że nie korzystam w pełni z uroków miasta, jednak doceniam to, że wszystko tu jest na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony brakuje mi tego, że wszędzie jest blisko. Tu jest blisko, jeśli są to 3 przystanki, ale nadal trzeba się dostosować do komunikacji miejskiej, itp. Mimo wszystko zamierzam tu zabawić nieco dłużej 😉 Koniecznie wybierz się na Nocny Market. To jest super miejsce, trochę hipsterka, ale z drugiej strony tam jest takie zbiorowisko jedzenia i osobowości, że każdy się tam czuje dobrze 🙂

    • O, to może przy następnej okazji się wybiorę 🙂 Niesamowite, jak to czasami się toczą nasze losy. Cieszę się, że jest Ci tam dobrze 🙂

  • Ja nigdy nie powiedziałam, o żadnym mieście, że go nie lubię. Najczęściej słyszę od ludzi, że mają dość Warszawy za pęd, anonimowość, wysokie ceny itp. I to prawda. Warszawa tanim miastem nie jest. Jest tu wiele wieżowców, biur, asfaltu i betonu, ale nie tylko. Jest masa zielonej przestrzeni, zabytków, nieznanych zakamarków. Mieszkam tu od urodzenia i codziennie poznaje nowe miejsca, uliczki, knajpki. Każde miasto ma „to coś” 😉 Jak będziesz któregoś razu jeszcze możemy zrobić WarsawTrip 😀 ale gdybym chciała Ci pokazać wszystkie fajne miejsca, które znam to wyszedłby miesiąc haha.
    Ciao!

    • No to koniecznie będziemy musiały się umówić, bo ja do odkrywania nowych miejsc zawsze jestem chętna! 🙂