Koneserkowe tu i teraz: Styczeń 2018

Wydaje mi się, że każdy kolejny miesiąc przychodzi niespodziewanie. Dni mijają, a przecież trzeba pewne sprawy podsumować. Tradycja jest tradycją. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na „Koneserkowe tu i teraz”. A styczeń minął tak…

Luty już się rozkręcił na dobre, a ja dopiero biorę się za podsumowania? Owszem. Pierwsze dni miesiące były dla mnie detoksem od komputera. W ogóle nie chciałam przy nim siedzieć, a wyjazd do rodzinnego domu mi to umożliwił. Niemniej jednak chciałabym podtrzymać tradycję i oto podsumowanie stycznia.

Rozsiądźcie się wygodnie, weźcie kubek gorącej herbaty lub kawy i zagłębcie się w lekturze…

 

Czuję się…

Zmęczona. Niby rozpoczął się nowy rok, więc powinnam mieć więcej energii. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej. Powtarzam sobie w duchu, że można było się tego spodziewać – w końcu to zakręcony rok! Na szczęście dni są już coraz bardziej słoneczne i przede wszystkim jaśniejsze, więc może być już tylko lepiej.

Bardzo dużo się ostatnio u mnie dzieje, więc mogę być trochę zamotana. Mnóstwo zmian, plany, które nie chcą iść po mojej myśli. Ale pozostaję dobrej myśli i jestem przekonana, że wszystko tak czy siak skończy się dobrze. Bardzo mocno pilnuję, by w takich momentach praktykować pozytywne myślenie. Wciąż się tego uczę.

Mimo tego wszystkiego czuję się szczęśliwa. Nigdy nie czułam takiego wsparcia ze strony bliskich. Wspaniale jest mieć świadomość, że można polegać na drugiej osobie w każdej sytuacji. A że mam tak zakręconą rodzinkę, że poprawiają humor niemal od razu. Też tak macie?

 

Cieszę się…

Cieszę się, że mogłam spędzić z rodziną trochę czasu. Biorąc pod uwagę, że mieszkamy w trzech różnych miastach, doceniamy każdą wspólną chwilę. I choć wielokrotnie mamy różne zdanie na jeden temat, to po tylu latach uważam, że jesteśmy dobrymi partnerami do rozmowy 😉

Styczeń stał dla mnie również pod znakiem nowych wyzwań. Miałam okazję przeprowadzić warsztaty w Klubie Trenerów Biznesu, gdzie wspólnymi siłami odkrywaliśmy tajniki Youtube. Nie wyszło idealnie, ale naprawdę świetnie się bawiłam. Zawsze to kolejne doświadczenie, które w jakiś sposób pomaga podejmować mi decyzje odnośnie przyszłości.

Cieszę się, że podczas wizyty w domu miałam okazję zrobić porządek w pamiątkach. Mama męczyła mnie o to od dłuższego czasu i w końcu namówiła. Jak na ścięcie skierowałam swoje stopy do szafki z pudłami i albumami. Nie minęło 10 minut, a ja jak wariatka przeglądałam każdą pamiątkę, przypominając sobie wiele rzeczy. Polecam każdemu od czasu do czasu zajrzeć do „starych szpargałów” – poprawia się humor.

Jestem wdzięczna za…

W styczniu nawiedziła nas zima, co bardzo mi pasowało. Było pięknie i naprawdę cieszyłam się, że za oknem pojawił się biały puch. Nie dość, że mogłam porobić wyjątkowe zdjęcia, to w jedną zimową sobotę wybraliśmy się do białostockiego schroniska, by pospacerować z psimi seniorami. Każda wizyta w tej instytucji chwyta mnie za serce – liczba zwierząt, które straciły dom lub nigdy w życiu go nie miała, jest straszna. Ale trafiły pod opiekę dobrych ludzi, którzy starają się zapewnić im wszystko, czego potrzebują. Możliwość przejścia się z psiakami działa niczym terapia. Nie tylko one cieszą się, że mogą przebywać z ludźmi i wyjść na spacer, ale i ja odczuwam ogromną wdzięczność za to doświadczenie. Nie mogę obecnie zaadoptować psa, ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi!

Chciałabym…

Kupić w końcu nowy płaszcz! Mniej więcej od listopada szukam sobie płaszcza jesienno-zimowego. Wiecie, takiego z przyzwoitym składem, o ładnym kroju i kolorze. Pierwszy raz cena nie była kryterium. Przy każdej wizycie jednak rosła we mnie irytacja. Albo wszystkie wyglądały tak samo (niekoniecznie ładnie), albo były „podszyte wiatrem”, albo miały cenę z kosmosu, która w ogóle nie przystawała do jakości. Widzieliście gdzieś ładne płaszcze? Macie jakieś typy, gdzie ich szukać? Będę wdzięczna za pomoc.

Pracuję nad…

Akwarelowymi rysunkami z wyzwania z bloga Zenja. Powiem szczerze, że nawet nie wiem, czemu się zdecydowałam wziąć w nim udział. Jakie były główne powody. Od wieków nie malowałam i nie sądziłam, że do tego wrócę. Zadziałał jednak chyba impuls. Chwyciłam za blok do akwareli (głęboko ukryty w szufladzie warsztatu), pędzle, farby oraz długopisy i po prostu zaczęłam rysować. I tak oto dzisiaj mija 17 dzień, a ja nie zamierzam póki co przestać. Nie mogę zagwarantować, że wytrwam do 100. dnia i rysunku. Różnie może być. Obecnie jednak bawię się fantastycznie i działa to na mnie relaksująco (moje prace możecie podglądać na moim Instagramie i Insta Stories)

Staram się też nie zwariować. Jak już pisałam, tyle się dzieje i tyle mam do załatwiania, że momentami nie wiem, w co ręce włożyć. Wszystko jednak spisane mam w swoim Planerze Pełnym Czasu i jakoś dajemy radę 🙂

Staram się na bieżąco ogarniać swój album Project Life. Skrupulatnie zbieram zdjęcia i materiały zgodnie z zasadami, które opisałam w tym poście.

Słuchałam…

Styczeń stał głównie pod znakiem słuchania piosenek Pink oraz Paramore. Niemalże żadnych nowości. Od czasu do czasu udało mi się jeszcze pod nosem zaśpiewać kolędę lub puścić playlistę z piosenkami z bajek Disneya 😉

Oglądałam…

Styczeń stał pod znakiem dwóch seriali: „End of the f***ing world” oraz „Black”. O pierwszym słyszeliśmy wiele, o drugim – nie wiedzieliśmy nic. Brytyjski serial obejrzeliśmy z zainteresowaniem, jednak nas nie powalił. Znajomi bardzo go chwalili, zachwycali się, „genialny” mówili. Sposób opowiedzenia historii rzeczywiście był interesujący. Podobała mi się praca kamery i montaż. Sama fabuła jednak nie była dla mnie tak odkrywcza, jak się spodziewałam po opiniach.

Koreański „Black” to zupełnie inna para kaloszy. Inny gatunek, sposób kręcenia, humor… Wymieniać można w nieskończoność. Jest to historia z gatunku fantasy, która pokazuje ciekawe spojrzenie na życie i śmierć. Na dodatek mamy zagadkę kryminalną, romans, itp. Przez pierwsze kilka odcinków zastawialiśmy się, co my w ogóle oglądamy. Potem jednak wsiąkliśmy. Różnica między amerykańskimi serialami a koreańskimi jest widoczna, jednak było to ciekawe doświadczenie. Mimo że zakończenie uznaję za dziwne, to ogólne wrażenia po obejrzeniu są jak najbardziej pozytywne.

Czytałam…

W styczniu zaczęłam czytać „Miej umiar” Natalii Konopek. Książkę zdobyłam na wyprzedaży i podeszłam do niej na zasadzie ciekawostki. Została ona ładnie wydana – rzeczywiście minimalistycznie. Bardzo ją dozuję. Sięgam od czasu do czasu przed snem. Póki co zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że lutowym „Tu i teraz” będę mogła coś o niej więcej powiedzieć.

Czekam na…

Wiosnę. I nie, nie dlatego, że tęsknię za ciepłem, zielenią, itp. Wiosna to dla mnie bardzo ważny czas w tym roku. Ba! Będzie to przełomowy moment w całym moim życiu. Szarooki i ja bierzemy ślub. Oznacza to, że nie tylko zmieni się mój stan cywilny i nazwisko, ale także na blogu pojawi się nowa seria, gdzie będę pokazywała Wam moje przygotowania do tego dnia. Oczywiście wszystko w duchu DIY. Kto też nie może się doczekać? ❤

A jak Wam minął styczeń? Możecie polecić coś do czytania lub obejrzenia? A może natrafiliście na jakiś ciekawy artykuł? Dajcie znać w komentarzach.