Koneserkowe tu i teraz – Sierpień’17

Dziś jest ostatni dzień miesiąca. Zaraz wielu z Was wróci do szkoły, a Ci, którzy mają to już za sobą, zaczną nastrajać się do nadchodzącej jesieni. Zatrzymajmy się jednak na chwilę i podsumujmy sierpnień’17.

Zawsze gdy przychodzi do pisania podsumowań, mam wrażenie, że wstępny brzmią podobnie. Ale w sumie na tym polegają takie przemyślenia – opieramy się o schemat, dzięki któremu możemy wydobyć wyjątkowe rzeczy, jakie się ostatnio wydarzyły. W tej sytuacji nie będę przedłużać i skupię się na ulubionych momentach z sierpnia.

 

CZUJĘ SIĘ podekscytowana i jeszcze bardziej zakręcona, niż zazwyczaj. Dużo się dzieje w moim życiu prywatnym i momentami nie wiem, jak to wszystko ogarnąć. Ale jest super! 🙂 Na dodatek za tydzień czeka mnie długo wyczekiwane wesele bliskiej mi osoby. Będzie cudnie.

Zdecydowanie jednak nie czuję się wypoczęta 😉 Sierpień stał pod znakiem wyjazdów, więc nie było mowy o siedzeniu w miejscu. Każdy z nich był wyjątkowy i chętnie bym je powtórzyła!

CIESZĘ SIĘ, że lato powoli się kończy i nadchodzi jesień. Już teraz czuć to przyjemne chłodne powietrze i jego charakterystyczny zapach. Wielu ludzi dookoła mnie narzeka, że za wcześnie. Może i tak, jednak powiem szczere, że lato jest moją najmniej lubianą porą roku. Czy są tu jeszcze jacyś fani jesieni? Dajcie znać w komentarzach.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA wszystkie wspaniałe chwile, które spędziłam z bliskimi mi osobami. Wieczór, a właściwie weekend panieński to było pierwsze takie doświadczenie w moim życiu i chętnie jeszcze raz wyjechałabym z tymi kobietami.

CHCIAŁABYM znów wrócić do regularnego gotowania, bo nie ukrywam, że brak działające piekarnika mocno daje mi się we znaki. Zawsze lubiłam robić zapiekanki, piec ciasta i ciasteczka. Brakuje mi tego. Na dodatek dwa ostatnie miesiące w rozjazdach odbiły się na nasze obiady – rzadko są 😉 Nie zostanę perfekcyjną panią domu, ale obiecuję, że po powrocie z urlopu wrześniowego ciepły posiłek będzie (niemal) codziennie. Macie swoje ulubione przepisy na szybkie obiadki?

PRACUJĘ NAD zdefiniowaniem na nowo własnego stylu i garderoby. Cały czas kombinuję, jak powinna wyglądać moja fryzura, a nawet ostatnio znajoma zrobiła mi mocniejszy makijaż. Wierzcie mi, że to ostatnie niemal się nie zdarza, bo zazwyczaj ograniczam się do pudru, korektora, kredki do brwi, maskary i/lub szminki. Wielokrotnie można by pomyśleć, że chodzę nieumalowana i jest to celowy zabieg. Wizja nadchodzącego wesela kusi mnie, by pomyśleć o makijażu innym, niż zwykle. Ale przyznam się Wam szczerze, że nie posiadam żadnych cieni do powiek – polecicie coś?

Wciąż też walczę ze swoją naturą bałaganiary. Jeżeli pozwolę sobie na nieodkładanie rzeczy od razu na miejsce, to w pewnym momencie robi się potworny bajzel i znowu muszę poświęcać kilka godzin na ogarnięcie z Szarookim przestrzeni. Dlatego ostatnio zrobiłam gruntowną selekcję w moim warsztacie i byłam z tego bardzo dumna!

UCZĘ SIĘ odpuszczać i odprężać. Czy jest tu ktoś, kto już opanował tę sztukę? Najlepszym dowodem na to, jak bardzo jestem spięta, są moje ramiona. Ostatnio mieliśmy masaże w pracy i choć trwał 10 minut, to prawie zasnęłam na tej konstrukcji – było mi tak dobrze! Wczoraj znalazłam trening rozciągający Marty i planuję dzisiaj wykonać go po raz pierwszy. Mam nadzieję, że pomoże.

Wciąż uczę się też szycia na maszynie. Miałam po raz kolejny ambitny plan, by na nadchodzące wesele samej sobie uszyć kreację, jednak jak na złość, nic mi nie wychodziło. Myślałam, że będzie już idealnie, a poległam na przyszywaniu rękawów. Potem próbowałam z kolejnym wzorem, jednak tam już w ogóle nie ma o czym mówić. Poddałam się i zaczęłam szukać sukienki w sklepach. Trzymajcie kciuki, by poniedziałkowa „przymiarka” (sprowadzałam sukienkę w moim rozmiarze specjalnie do punktu) zakończyła się sukcesem, bo inaczej pójdę w worku na ziemniaki i  będę wyglądała jak Kopciuch przy Szarookim…

SŁUCHAM w ostatnich dniach utworów, których nie słuchałam od wieków. Bardzo rozluźniająco na mnie działa Noora Noor i jej piosenka „Forget what I said”. Wracając z Warszawy na początku miesiąca natknęłam się na długo niesłuchany przeze mnie zespół Stone Sour i ich nowy kawałek „Song #3”. Jest jak najbardziej w moich guście i lubię ją zarówno w wersji akustycznej, jak i „teledyskowej”.

Na wyróżnienie zasługuje także piosenka Beth Hart „Caught Out In The Rain”, która naprawdę podbiła moje serce i słucha mi się bardzo dobrze w pracy. Dodałabym też do tego płytę Imany „Shape of a broken heart”  i mamy podsumowany muzycznie sierpień!

 

CZYTAM obecnie niewiele. Próbuję dokończyć „Duchowe życie zwierząt”, o którym pisałam Wam w lipcu, jednak zupełnie mi nie idzie. Raczej obecnie ograniczam się do regularnego odwiedzania moich ulubionych blogów, gdzie zawsze staram się zostawiać po sobie ślad.

 

OGLĄDAM… Oj, oglądam! Sierpień’17 zdecydowanie stał pod znakiem oglądania nowych seriali. Oczywiście nie można tu nie wspomnieć nowego sezonu „Gry o Tron”, który był naprawdę dobry i nie mogę się doczekać nowego. Oprócz tego obejrzeliśmy cały sezon „Defenders” Marvela, który obejrzałam z zapartym tchem. I dawno żaden serial nie wywołał u mnie takiego żalu i złości jednocześnie z powodu zakończenia historii 😉 Dodatkowo zakończyliśmy pierwszy sezon „The Crown” i uważam go za dobry serial i mogę polecić każdemu. Obecnie oglądamy „Sherlocka Holmesa” i zastanawiam się, dlaczego nie „sięgnęłam” po niego wcześniej 😉

CZEKAM NA wrześniowy urlop, gdzie może niekoniecznie odpocznę, ale na pewno bardzo miło spędzę czas,

 

A jak Wam minął sierpień’17? Jakie przygody przeżyliście lub co nowego odkryliście? Dajcie znać w komentarzach, co u Was 🙂

  • Ja w sierpniu zaliczyłam wszystkie ślubne okazje. Własne zaręczyny, a także panieński, ślub i wesele przyjaciółki. Tak strasznie się podjarałam, że już szukam inspiracji na własny, ale za każdym razem przerażona zamykam przeglądarkę. Poza tym miałam urlop i nie wiem, kiedy zleciał! To nie fair 😉 Przestałam czytać i oglądać, ale śmieję się, że ramówka TVN zadba o wieczory, więc mam nadzieję, że jesień szybko minie. Ja uwielbiam wiosnę i nie mogę się jej doczekać 🙂

    • Na ramówkę zawsze można liczyć 😉 Szukanie inspiracji ślubnych jest świetną rozrywką, choć może przerażać ogrom rzeczy, które trzeba załatwić. Sama to właśnie przeżywam 😉
      Jeszcze raz gratuluję zaręczyn! <3