Koneserkowe tu i teraz: Listopad’17

Kolejny miesiąc za nami. Koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Bardzo się cieszę, że przyszedł grudzień, który jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych miesiąców. Listopad’17 jednak też był dobrym miesiącem, który warto podsumować!

Tu i teraz to zdecydowanie rytuał na wielu blogach. U mnie nie jest inaczej. Jest to fantastyczny sposób na spojrzenie wstecz i zastanowienie się nad tym, w jakim momencie życia jesteśmy. Ale, ale… Nie możesz zacząć czytać bez kubka ulubionej herbaty lub kawy i paska czekolady. Dam Ci chwilę, by to nadrobić…

Masz już wszystko? W takim razie rozsiądź się wygodnie i miłego czytania!

 

CZUJĘ SIĘ…

Zadowolona z tego, jak wygląda moja codzienność obecnie. Może brakuje trochę aktywności fizycznej, ale wszystko przyjdzie z czasem – najpierw muszę uporać się z zapaleniem kolana. Ale weź człowieku się dostań pod koniec roku do ortopedy – nawet prywatnie nie jest łatwo.

Dodatkowo staram się nie dać jesiennej chandrze i przeziębieniom – w imię tego właśnie zaczęłam urlop od terapii wzmacniającej, bo przez obfite opady śniegu ostatniego dnia listopada zmarzłam i przemokły mi buty. Mimo to mój entuzjazm na widok białego zimnego puchu nie zmalał. ❄❄❄

CIESZĘ SIĘ…

Z powodu grudnia i świąt, które kocham. W listopadzie jednak spotkało mnie też kilka bardzo miłych sytuacji. Zorganizowałam swoją imprezę urodzinową – ćwierć wieku za mną. Następne ma być jeszcze lepsze! Odwiedziłam rodzinę – zarówno swoją, jak i Szarookiego. Dokończyłam jeden bardzo ważny dla mnie projekt, którego efekty zobaczycie w przyszłym roku – aż mnie skręca, by Wam pokazać, ale grudzień to nie jest dobry czas – teraz trzeba skupić się na świętach! 🎄

Miałam okazję też spontanicznie odwiedzić Warszawę i…

JESTEM WDZIĘCZNA ZA…

… to, że dałam się na to namówić. Szybka akcja – wyjazd 14:00, po 16:00 na miejscu, a następnego dnia o 7:00 powrót do Białegostoku. Po co takie zamieszanie? A to dlatego, że 20 listopada odbył się pierwszy koncert w Polsce świetnych 2Cellos! Już kiedyś Wam opowiadałam o mojej miłości do wiolonczeli. Teraz miałam ich kilka na scenie i mogłam usłyszeć dobrze znane mi utwory z filmów, seriali oraz popkultury.

Uwierzycie, że miało mnie już to ominąć? Bilety zdobyliśmy na ostatnią chwilę, nie planowałam wyjazdów już w tym miesiącu i raczej wolałabym być na miejscu w związku z pewnymi sprawami do załatwienia. Siostra zadzwoniła, a ja odmówiłam. W końcu jednak po namowach jej, szwagra i Szarookiego, kupiłam bilet na pociąg i tak przeżyłam fantastyczny wieczór. DZIĘ-KU-JĘ!

CHCIAŁABYM…

Przede wszystkim zmniejszyć ilość rzeczy w mieszkaniu do końca roku – małymi krokami wprowadzać większy minimalizm w przestrzeni.Wierzę, że wtedy będzie łatwiej nam utrzymać porządek, pozbędę się gratów i „przydasiów”. Przede wszystkim jednak nie będziemy znowu dźwigać miliona rzeczy, gdy przyjdzie nam się w przyszłości przeprowadzać.

Ten okres ma to do siebie, że bardzo szybko robi się ciemno. Taka aura nie nastraja do wychodzenia do ciemnych parków – zwłaszcza samej. Chciałabym jednak wykorzystać wolne przedpołudnia na chociaż pół godzinną przechadzkę z Szarookim. Albo po prostu chodzenie do pracy na piechotę – ale tutaj muszę zaleczyć kolanko, które wymaga naprawy. Chciałabym też jak najszybciej zacząć rehabilitację – zobaczymy, jak to będzie. Może prywatnie będzie szybciej? 😉

 

PRACUJĘ NAD…

Nowymi postami i filmikami – zwłaszcza o tematyce świątecznej, które uwielbiam dla Was przygotowywać. W grudniu na pewno pojawi się więcej wpisów, niż w listopadzie, w którym jakoś było mi nie po drodze. Częste wyjazdy, szybko nadchodzące wieczory i brak dostępu do światła wielokrotnie przerywały lub opóźniały mi prace. Teraz jednak mam wszystko rozpisane i mam nadzieję, że będę działać zgodnie z planem.

O dziwo jednak, mam już przygotowane zdjęcia do serii, która ruszy po Nowym Roku – czeka mnie jeszcze dużo pracy, ale nie mogę się już doczekać, aż wszystko Wam pokażę.

 

UCZĘ SIĘ…

Montowania filmów i wykorzystywania możliwości Youtube’a. Dodatkowo Facebook skutecznie rzuca kłody pod nogi, tnąc organiczne zasięgi. Uczę się odnajdywać się w tej nowej rzeczywistości i dostosować się do niej tak, aby moja praca nie szła na marne.

Moją największą zmorą było zawsze regularne przyjmowanie leków – wielokrotnie o tym zapominałam, co nie świadczy zbyt dobrze o dorosłej kobiecie. Obecnie intensywnie leczę zatoki, a niedługo pewnie zajmę się też w tej kwestii kolanem. Muszę się pilnować, aby terapia przyniosła skutki. Czy ktoś jeszcze ma z tym problem? (Błagam, niech znajdzie się chociaż jedna osoba 😉).

SŁUCHAM…

Okres jesienno-zimowy to dla mnie zawsze czas słuchania Poets of the Fall (POTF). Nadrabiam zaległości z ich ostatnią płytą i sięgam po nią, gdy chcę się zrelaksować – zwłaszcza podczas prac DIY. Ostatnio też podczas przygotowywania tutorialu natrafiłam na piosenkę Pink „Beautiful trauma”, która nie dość, że wpada w ucho, to ma naprawdę dobry teledysk. Oczywiście w tym punkcie nie mogło też zabraknąć piosenek 2Cellos, które zaczęłam paradoksalnie słuchać po koncercie, a nie przed, jak to mam w zwyczaju (wiecie, nastrajanie się do wydarzenia).

Obiecałam sobie, że będę omijać szerokim łukiem piosenki o tematyce świątecznej – przynajmniej do grudnia. Niechcący jednak podczas słuchania utworów na kanale Sia, natrafiłam na jej płytę „Everyday is Christmas”. Nie wiem kiedy, zaczęłam jej słuchać. Wiecie, jesteście czymś zajęci i nagle zdajecie sobie sprawę, że słuchacie jakiś dziwnych utworów. Wyłączyłam szybko, jednak dwie piosenki zdążyły mi skutecznie wejść do głowy. I niestety, poległam i wracałam do nich. Ale już jest grudzień i nie muszę się powstrzymywać 😉

OGLĄDAM…

Właśnie skończyliśmy z Szarookim oglądać drugi sezon serialu „Frontier” na Netflix. Można obejrzeć, ale na pewno nie jest to jakaś wybitna lub mocno porywająca produkcja. Drażniło mnie wiele scen – irytujących lub bardzo naiwnych zachowań bohaterów. Dodatkowo jeden z głównych bohaterów, który miał być takim twardzielem i wręcz bym powiedziała „bossem”, był częściej ratowany przez swoich przyjaciół, niż jakakolwiek inna postać.

Oglądamy też najnowszy sezon „Lucyfera” – jestem nadal zauroczona głównym bohaterem i ogólną koncepcją niebo-piekło, ale zaczynają mnie uderzać coraz częściej „cukierkowe” sceny. Mam nadzieję, że nie zdominują one całego serialu. Szczerze za to trzymam kciuki.

CZYTAM…

Wstyd się przyznać, ale moje czytanie nadal kuleje i drugi miesiąc czytam jedną książkę. Nie wiem, czemu tak się stało. Jeżeli już usiądę z książką, to czytam po kilkadziesiąt stron. Ale jakoś tak nie mogę po nią sięgnąć. W grudniu chcę to poprawić – dokończyć „Moje życie we Francji” i „Zapach czekolady”. A od przyszłego roku mam plan przeczytać minimum jedną książkę miesięcznie – z tych, które mam na półce.

 

CZEKAM NA…

Grudzień, święta, uzupełnianie Grudniownika i wszystko, co jest związane z tym magicznym czasem. Prezenty już mam kupione – kto też należy do tych, co wolą takie sprawy załatwić przed rozpoczęciem świątecznej gorączki? Teraz czekam, aż wrócę z urlopu i ozdobię mieszkanie oraz ubierzemy z Szarookim choinkę.

Nie mogę się doczekać też nadchodzącego roku – wiem, już to mówiłam ostatnio. Ale moja ekscytacja jest naprawdę wielka! 2018 rok należy do nas i ma być cudnie. Ale o szczegółach opowiem Wam po Nowym Roku!

 

 

A jak Wam minął listopad’17? Jak wyglądałoby Wasze „tu i teraz”? Jeśli też piszecie na swoich blogach takie podsumowania, w komentarzu zostawcie link – chętnie Was odwiedzę.