Ręcznie malowane kubki – jak trwałe są markery do porcelany?

DIY to super sprawa, jednak tak, jak wszystko, z czasem może się zużyć. Tak też się dzieje z ręcznie malowanymi kubkami. Dzisiaj podzielę się z Wami moimi wrażeniami po kilku miesiącach ich używania.

 

Pierwsze wrażenia

Pierwszy swój ręcznie malowany kubek wykonałam w grudniu 2015 roku – chciałam zrobić Szarookiemu oryginalny prezent mikołajkowy i przy okazji ozdobiłam wyjątkowy kubek dla siebie oraz  zrobiłam test markerów do porcelany, z którymi nie miałam wcześniej do czynienia. Markery firmy Nerchau wymagały na pewno większego nakładu pracy, a właściwie czasu do finalnego wykończenia naczynia, jednak byłam bardzo zadowolona z efektu.

Niecały rok później zrobiłam kolejny test – tym razem wybrałam markery firmy Darwi, których nie trzeba było utwardzać w piekarniku. Mimo że trzeba czekać 48 godzin, zanim kubek będzie nadawał się do użycia, to nie wymaga on specjalnej uwagi podczas procesu schnięcia. Po prostu odstawiamy pracę w bezpieczne miejsce i tyle. Uzyskany efekt był bardzo w porządku i mogłam się cieszyć kubkiem z motywem z Harry’ego Pottera.

Używanie ręcznie malowanych kubków

Po opublikowaniu pierwszej recenzji dostałam od czytelniczki pytanie, jak dbać o takie kubki – jak je myć, aby nie uszkodzić malunku. Powiem Wam szczerze, że jak nie odpuszczałam moim pracom i czyściłam je jak każde inne naczynie. Szorowałam, tarłam, wycierałam – wszystko po to, by sprawdzić, jak markery zachowują się w codziennej pielęgnacji. Wierzcie mi, że używałam ich bardzo często – pijąc zarówno zimne, jak i gorące napoje.

Nie mogę jednak zapewnić, że będzie można myć je w zmywarce, ponieważ nie miałam możliwości sprawdzenia tego. Raczej zalecałabym zawsze mycie ręczne ze względu na (mimo wszystko) delikatność malunków.

Jak kubki wyglądają po kilku miesiącach używania?

Po odbyciu wielu prób wody i drapaka, kubki mogą chwilę odpocząć i zapozować do zdjęć. Zdecydowanie widać na nich ślady użytkowania, jednak przyjrzyjmy się im pojedynczo.

Kubek z lisem pomalowany złotym markerem firmy Nerchau wygląda bardzo dobrze. Zmyło się parę kropek (zwłaszcza na uchu), a główny wzór miejscami pościerał, jednak nie wpływa to negatywnie na ogólną estetykę. Biorąc pod uwagę, że kubek używany był cały czas przez ponad półtora roku, uszkodzenia są minimalne. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się tak dobrego efektu.

Potterowy kubek pomalowany markerami firmy Darwi nie prezentuje się już tak dobrze – a przynajmniej czarny kolor. O ile niebieskie gwiazdki nie ucierpiały w ogóle, o tyle czarne napisy i jeleń dość mocno się starły. Po „Expecto patronum” niewiele zostało, zaś kontury zwierzaka lekko się rozmyły, a wypełnienie miejscami „odpadło”. Kubek nie ma jeszcze roku, a bardzo mocno widać po nim zużycie.

Kolory w obu przypadkach pozostały niezmienione, co mnie bardzo cieszy – nie wyblakły i są nadal bardzo intensywne.

Marker termoutwardzalny czy nie?

Po tak długim czasie użytkowania obu kubków i przyglądaniu się im dokładnie, mogę podzielić się z Wami moimi wnioskami.  Zdecydowanie polecałabym wybierać markery termoutwardzalne (zapiekane w piekarniku). Może i jest z nimi więcej roboty, ale jednocześnie pozwalają uzyskać na bardziej trwały efekt, niż w przypadku markerów, które należy po prostu odstawić do wyschnięcia. Dodatkowo paradoksalnie w tym przypadku jakość wiąże się też z niższą ceną. Za marker firmy Nerchau zapłaciłam ok. 11 zł, a za czarny firmy Darwi – ok. 13 zł. W obu przypadkach „pisaki” są bardzo wydajne i starczą na pomalowanie wielu takich kubków.

 

Jeśli moja recenzja okazała się dla Was pomocna, dajcie znać w komentarzach. Czy mieliście już okazję malować którymś z mazaków? Jeśli tak, podzielcie się koniecznie swoimi wrażeniami!